|
Generacja Y jest blogiem zainspirowanym ludźmi jak ja, z imionami, które zaczynają się lub zawierają literę „y”. Urodzonymi na Kubie w latach 70. i 80., naznaczonymi szkołami wiejskimi,rosyjskimi kreskówkami, nielegalnym wychodzeniem i frustracja. Zapraszam więc w sposób szczególny Yanisleidi, Yoandri, Yusimí, Yuniesky i innych, którzy ciągną za sobą swoje "y" by mnie czytali i do mnie pisali.
Escrito por: yoani.sanchez en Generacion Y , Agosto,27,2010

Jest ósma rano, a tory stacji Factor y Tulipán nadal noszą na sobie świeżość poranka. Jedyny pociąg przyjeżdżający z San Antonio de los Baños, jest opóźniony. Staruszkowie, siedzący na murach, odsprzedają kupione bardzo wcześnie gazety i oferują też papierosy na sztuki. W tym tygodniu ucierpieli z powodu ogłoszonego końca reglamentacji paczek papierosów Titanes i Aroma. Zła wiadomość dla tych, którzy są najniższym szczeblem naszego nieformalnego rynku, którzy poświęcają własną dolę towarów racjonowanych, by przeżyć.
Wśród absurdów scentralizowanego rynku na Kubie było to, że papierosy na kartki otrzymywali tylko ci, którzy urodzili się przed 1955 rokiem. W mojej rodzinie ojciec miał przydział, ale moja matka, młodsza o trzy lata, już nie. Pól żartem, pół serio, mój przyjaciel powiedział mi, że ostatnią paczkę z dopłatą oddadzą temu wiekowemu Kubańczykowi, który przyszedł na świat w połowie XX wieku. Wyobrażacie to sobie? Powiewające flagi, dźwięk trąb, batalion maszerujący w stronę staruszka i wręczający mu ostatnią paczkę papierosów na kartki.
Dobrze czy źle, tak się nie zdarzyło. Ci, którzy byli najmłodsi gdy zaczęto wydawać subwencjonowaną nikotynę mają za sobą prawie sześć dekad życia. Ci, którzy nigdy z tego nie skorzystali, czują, że teraz jest o jedną rzecz mniej, którą można rzucić nam w twarz. Myślę jednak, że ktoś powinien wynagrodzić to tym staruszkom ze stacji Tulipán i wszystkim tym, którzy na całej wyspie opierają swoje życie na tym handlu małych kroków.
tłumaczenie: Karolina Popović
korekta: Anna Pawłowska
Da tu opinión »
Escrito por: yoani.sanchez en Generacion Y , Agosto,27,2010

Dzień, w którym Juan Juan Almeida ogłosił początek strajku głodowego, był jak ponowne przeżywanie koszmaru, którego doświadczyliśmy z długą głodówką Guillerma Fariñasa. „To najgorsza z decyzji” mówiliśmy mu my, przyjaciele, którzy go kochają, pewni, że ani on nie wytrzyma rygoru głodówki, ani władze nie ustąpią wobec jego rebelii pustych wnętrzności. Okazało się, że gadatliwy JJ, jak nazywamy go w najbliższym gronie, był gotowy nie tylko do tego, by przeciwstawić się rządowi, ale i poświęcić się dla nas wszystkich, którym notorycznie odmawiano możliwości wyjazdu poza ten archipelag.
Ten jowialny czterdziestolatek daje nam bolesną, ale skuteczną lekcję, ponieważ chociaż nie mamy urn, by głosować bezpośrednio na rządzących, ani sądów, które przyjmą pozew o nadużycie władzy przez policję, a już na pewno sposobów, dzięki którym obywatel może donieść o restrykcjach migracyjnych, które zatrzymują go w kraju, zostają nam kości, skóra, ściany żołądka, by poprzez delikatny teren naszego ciała zamanifestować prawa, które nam odebrano.
tłumaczenie: Karolina Popović
korekta: Anna Pawłowska
Da tu opinión »
Escrito por: yoani.sanchez en Generacion Y , Agosto,24,2010

Dzwoni telefon, ale go nie odbieram. Czekam, aż dzwonienie ustanie i idę do najbliższego telefonu, by wykręcić numer, który się wyświetlił. Radzę moim przyjaciołom, żeby posyłali mi sygnał, a ja potem do nich oddzwonię, ale niektórzy nalegają i zapominają o wysokich kosztach za minutę połączenia w sieci komórkowej. Mam ustalony z nimi kod dwóch dzwonków, jeśli chodzi o coś pilnego i trzech, gdy chodzi o coś, co może poczekać. Jeśli jestem na ulicy i ten sprzęt, który noszę w torebce wibruje, szukam budki telefonicznej, która przyjmuje monety i w której aparat nie ma urwanej słuchawki.
Chociaż firma telekomunikacyjna ETECSA poinformowała o tym, że liczba użytkowników przekroczy niedługo milion, nadal pozostajemy inwalidami tej technologii. Szaleństwem jest przyjęcie rozmowy krajowej, konfiguracja MMS może zająć nam godziny kłótni z operatorami, a znalezienie miejsca, gdzie sprzedają karty doładowania przypomina film „Mission Impossible”. Jak dojrzewającemu człowiekowi, któremu urosły stopy i już nie pasują mu buty, tak naszej telefonii komórkowej wzrosła liczba zarejestrowanych telefonów, ale bez odpowiadającej temu poprawie w infrastrukturze. Taki wzrost nie jest wynikiem integralnego rozwoju, ale chęcią zebrania za wszelką cenę tych wymiennych banknotów o kolorach przypominających dolara.
Mimo ostatnich obniżek stawek, lekarz nadal nie może pozwolić sobie na telefon komórkowy, ale za to policja polityczna korzysta z taryf z dopłatami w walucie krajowej. Nie jest też możliwe podpisanie kontraktu, by płacić pod koniec miesiąca, skazani jesteśmy więc na przedpłatę, by móc się komunikować. Wielu z nas czuje się oszukanymi przez ETECSA, ale monopol państwowy nie pozwala na to, żeby konkurencyjne firmy zaoferowały nam lepsze i tańsze usługi. Zanim pojawi się jakieś rozwiązanie, tysiące użytkowników stosuje dziwny kod Morse’a w przypadku telefonów komórkowych: jeden sygnał, dwa sygnały, trzy… Nie podnoś słuchawki, tylko biegnij do najbliższego telefonu!
tłumaczenie: Karolina Popović
korekta: Anna Pawłowska
Da tu opinión »
Escrito por: yoani.sanchez en Generacion Y , Agosto,21,2010

Budynek numer 216 wydał z siebie przenikliwy zgrzyt kilka sekund przed tym, zanim pękły ściany i zawalił się dach. Fasada spadła do przodu w godzinach poprzedzających świt, kiedy na chodniku nie było nikogo. Pył unosił się w powietrzu przez kilka kolejnych dni i przyklejał się do ubrań ciekawskich, którzy przyszli zobaczyć i wydobyć kilka cegieł ze stosu belek, drewna i płytek. Pensjonat stojący obok nie ucierpiał tak bardzo i sąsiedzi skorzystali z rozpadu, ponieważ dzięki temu zyskali wolną ścianę, w której można było wykuć nowe okna. Rok później tam, gdzie zburzył się dwupiętrowy budynek, zebrały się śmieci z całej dzielnicy, a przechodzący obok siusiają w zakamarkach, jakie powstały dzięki kolumnom.
Mieszkańcy zatrzymali się w schronisku o nazwie Venus, znajdującym się w pobliżu głównej stacji kolejowej. Przybyli tam z nadzieją, że będzie to krótki pobyt między kartonami i rozwieszonymi prześcieradłami, służącymi za ściany. Spędzili już jednak ponad 20 lat w wilgotnych pomieszczeniach pełnych ściśniętych łóżek. Ich dzieci się tam narodziły, zakochały i rozmnożyły, dzieląc wspólną łazienkę i kuchnię o ścianach czarnych od sadzy.
Na początku wierzyli, że przeniosą ich w lepsze miejsce, ale huragany i kryzys pogorszyły sytuację mieszkaniową i tysiące osób dodaje się każdego roku do listy poszkodowanych. Z czasem zapomnieli, jak to jest zamykać drzwi we własnym domu, zdjąć ubranie w pokoju nie myśląc o tym, że są obserwowani przez dziesiątki niedyskretnych oczu, wziąć prysznic bez sytuacji, w której nikt nie zapuka do drzwi domagając się swojej kolejności. Zapomnieli, jak żyje się poza schroniskiem.
tłumaczenie: Karolina Popović
korekta: Anna Pawłowska
Da tu opinión »
Escrito por: yoani.sanchez en Generacion Y , Agosto,18,2010

Z muru Maleconu nie widać wiele. Błękitna taflę, która od czasu do czasu wysila się i rzuca swoje spienione fale na aleję, która ją ogranicza. Nie widać żaglówek, zaledwie kilka połatanych łódek, upoważnionych do pływania przez zarząd portu. Latem młodzież skacze do jej spienionych wód, ale zimą oddalają się, obawiając się zmycia i zimnego wiatru. Łódka kursuje ze wschodu na zachód; cień na horyzoncie, który kontroluje ewentualnych żeglarzy, uciekających w stronę Cieśniny Florydzkiej.
Właśnie o tej porze roku, ta nadbrzeżna aleja wkracza w okres największego wrzenia. Wszystko odbywa się jednak na ulicy, nie ma co marzyć, żeby ów dynamizm rozszerzył się na to obszerne słone przedłużenie, znajdujące się po drugiej stronie. Kiedy zaczęliśmy żyć plecami do morza? W którym momencie ta część kraju, która też do nas należy, przestała być nasza? Jeść ryby, przepłynąć się jachtem, patrzeć na budynki z grzbietu fal, rozkoszować się wielobarwnością błękitów, jakie pojawiają się na brzegu. Chimeryczne działania nadmorskiego miasta, ostre delirium na Wyspie, która zdaje się dryfować w nicości, a nie na Karaibach.
Mam nadzieję, że pewnego dnia do tego, by wynająć szalupę z wiosłami, nie będzie potrzebny zagraniczny paszport. Żaglówki wrócą do zatoki, pozwolą nam przypomnieć sobie, że żyjemy w nadmorskiej Hawanie, narodzonej przy krzyku korsarzy i hałasie portu. Dorada zastąpi na naszych talerzach suma i karpia, a z muru Maleconu, z nogami zwisającymi w kierunku wapiennej rafy, pozdrawiać będziemy sznur łodzi, odpływających z El Morro i doń wracających.
tłumaczenie: Karolina Popović
korekta: Anna Pawłowska
Da tu opinión »
Escrito por: yoani.sanchez en Generacion Y , Agosto,13,2010

Wiadomość o powrocie Fidela Castro do życia publicznego po czterech latach nieobecności obudziła wyobraźnię i obawy, szczególnie, że jego niespodziewany powrót ma miejsce w momencie, gdy w desperacki sposób wprowadzane są reformy jego brata Raula, któremu oddał całą swoją władzę w lipcu 2006 roku.
Powrót sławnych ludzi zdarza się często, zarówno w realnym życiu, jak i w fikcji, jak w przypadku Don Kichota, Casanowy, King Konga, Elvisa Presleya czy Juana Domingo Peróna. Częste jest też rozczarowanie tych, którzy odkrywają, że rzeczy, które przemijają niczym gołębie z poematu Beckera, nie wrócą, a przynajmniej nie w takiej formie, w jakiej je pamiętamy. Fidel Castro nie jest wolny od tego rozmytego tonu jaki ma remake, tej dozy desperacji, którą wyczuwa się w nalegających na powrót.
Ten jąkający się starzec o trzęsących się rękach nie ma nic wspólnego z owym silnym żołnierzem o greckim profilu, który z pewnego placu, gdzie milion głosów wyśpiewywało jego imię, ogłaszał prawa, które nie były z nikim konsultowane, darował życie, obwieszczał egzekucje przez rozstrzelanie wykrzykiwał o prawach rewolucjonistów do rewolucji. Mało zostało z człowieka, który wypełniał swoją osobą całe godziny programu telewizyjnego i trzymał w niepewności cały naród znajdujący się po drugiej stronie ekranu. Więcej w „Powrocie” Fidela Castro.
tłuamczenie: Karolina Popović
korekta: Anna Pawłowska
Da tu opinión »
Escrito por: yoani.sanchez en Generacion Y , Agosto,11,2010

W końcu siadam w hotelowym fotelu, otwieram laptopa i rozglądam się w obie strony. Ochroniarz widząc mnie szepcze krótkie „już jest” do mikrofonu, przypiętego do klapy. Później pojawiają się turyści, podczas gdy mój palec wskazujący klika w myszkę z pełną prędkością, by wykorzystać tych kilka krótkich minut dostępu do Internetu. To pierwszy raz od dziesięciu dni, kiedy zdołałam zanurzyć się w wielką światową sieć. Lista proxy pomaga mi z ocenzurowanymi stronami i stronę główną Generacji Y zobaczę z anonimowego serwera, mostu łączącego mnie z zakazanymi stronami. W ciągu trzech lat stałam się specjalistką od wolnego, upośledzonego i kontrolowanego połączenia z Internetem w kafejkach internetowych. Po omacku administruję blog, emituję tweets, na które nie mogę przeczytać odpowiedzi, przeglądam niemal upadłą skrzynkę mailową.
Po przeskoczeniu ograniczeń w dostępie do cyberprzestrzeni, my, Kubańczycy, uświadamiamy sobie, że cenzura otacza nas z dwóch różnych stron. Jedna wynika z braku politycznej dobrej woli naszego rządu, by pozwolić na masowy dostęp do sieci na Wyspie. Ujawnia się on w filtrowanych blogach i portalach, w horrendalnych cenach za godzinę dostępu do stron www. Druga, również bolesna, to fakt wykluczenia rezydentów tego kraju z usług, z uzasadnieniem anachronicznej blokady, embarga. Naiwni są ci, którzy wierzą, że ograniczenie moim rodakom dostępu do stron takich jak Jaiku, Google Gears, Appstore będzie miało jakikolwiek wpływ na władze mojego kraju. Wiedzą, że ci, którzy nami rządzą mają w swoich domach anteny satelitarne, szerokopasmowy Internet, iPhone pełne aplikacji, podczas gdy my, obywatele, natykamy się na ekran, który informuje nas, że „ta usługa nie jest dostępna w Państwa kraju”.
Jak tylko obejdziemy wewnętrzne restrykcje, wymykamy się też chyłkiem przez zamknięte bramy tych, którzy nas wykluczają z zewnątrz. Do każdego zamka, który zakładają, znajdzie się trick, pozwalający go wyważyć. Nie przestaje mnie jednak frustrować to, że po uniknięciu agentów bezpieczeństwa stojących pod moim blokiem, zapłaceniu jednej trzeciej miesięcznej pensji za godzinę Internetu, dostrzeżeniu wrogości na twarzach ochrony hotelu, stwierdzeniu, że Revolico, Cubaencuentro, Cubanet i DesdeCuba nadal należą do strefy zakazanych stron, wchodzę i wstukuję URL, niczym kojące zaklęcie, i zamiast otwarcia się strony pojawia się mur, który wznieśli po drugiej stronie.
tłumaczenie: Karolina Popović
korekta: Anna Pawłowska
Da tu opinión »
Escrito por: yoani.sanchez en Generacion Y , Agosto,8,2010

Zdjęcie zaczerpnięte z: http://www.theclinic.cl/
Max Marambio, alias El Guatón, miał przybyć na tę Wyspę już przed tygodniem, stanąć przed sądem, wyjaśnić pewne sprawy. Jednak właściciel spółki z mieszanym kapitałem Río Zaza wolał ochronę swojej chilijskiej ziemi, znając jak nikt inny nieprzewidywalne skutki oddania się w ręce kubańskiego wymiaru sprawiedliwości. Oskarżony o korupcję, malwersację, fałszowanie dokumentów bankowych i defraudację, ten, który jednego dnia był beniaminkiem Najwyższego Lidera, otrzymuje w miejsce poklepywania po ramieniu nakaz poszukiwania i schwytania.
Tęsknię za Marambio, choć go nie znam, ponieważ wraz z jego odejściem zredukowała się liczba rodzin, które na tej Wyspie były w stanie wypić szklankę mleka. Nieformalny rynek, który żywił się w jego magazynach, upadł, ledwie ten zniknął, a podziemne sieci dystrybucji jego produktów wyschły lub podwojono w nich ceny. Kiedy podpułkownik zmieniony w kierownika uciekł w kierunku Santiago de Chile, zdaliśmy sobie sprawę z roli, jaką grał ten człowiek, uformowany prawicą władzy, na naszych stołach. Nie robił tego z altruizmu, to jasne, ale przynajmniej urozmaicił nudną produkcję lokalną i sprawił, że Tetra Pak przestał być przedmiotem dla kolekcjonerów.
Fortuna Marambio powstała dzięki temu, w co Kubańczycy nie mogą zainwestować ani centavo, w tych międzynarodowych firmach otwartych na obce paszporty, ale nie na rodzime. Jego osobista historia jest przedsmakiem tego, co jeszcze zobaczymy, zapowiedzią tego, że mundury wojskowe przekształcą się w garnitury i krawaty, w przedsiębiorców bez ideologii. Mimo zwinności w używaniu broni z wczoraj: kałasznikowów, haseł, marksistowskich dogmatów, zapamiętamy go też przez inne strategie: konta bankowe, wymianę dóbr, inwestycje. Jego dawni towarzysze broni nie będą mieli litości przy oskarżaniu go w sądzie, ponieważ Guatón zamienił się w handlową konkurencję, a poza tym zna zbyt wiele zatajonych historii.
tłumaczenie: Karolina Popović
korekta: Anna Pawłowska
Da tu opinión »
Escrito por: yoani.sanchez en Generacion Y , Agosto,7,2010

Moja mama kołysze się z boku na bok. Wspiera się najpierw na jednej, potem na drugiej nodze, podczas gdy ja obejmuję ją za biodra moimi szczupłymi ramionami siedmiolatki. Dlaczego stoimy w kolejce? Nie wiem, może jesteśmy na przystanku autobusowym, na zewnątrz sklepu, do którego przywieźli talerze lub przed apteką, w której chcemy kupić aspirynę. To jest długa kolejka w słońcu i wydaje się, że nasza kolej nigdy nie nadejdzie.
Wachluje się. Nadal kołysze się z prawej na lewą. Tym ledwie dostrzegalnym ruchem moja matka uczy mnie sztuki czekania, ćwiczy moją cierpliwość, z którą stawię czoła czekającym mnie długim kolejkom.
tłumaczenie: Karolina Popović
korekta: Anna Pawłowska
Da tu opinión »
Escrito por: yoani.sanchez en Generacion Y , Agosto,3,2010

Dym przenika moje włosy, ubranie i przez całą noc będzie mi towarzyszyć zapach papierosów, chociaż jestem z tych dorosłych Kubańczyków, którzy nigdy nie palili. Człowiek siedzący przy sąsiednim stole wypalił w krótkim czasie, który tu spędził, półtorej paczki papierosów marki Hollywood i używa puszki po piwie jako popielniczki. Znak na ścianie pokazuje papierosa przekreślonego czerwoną linią, a jego białe tło jest poplamione nikotyną. Nie ma rady, jestem biernym palaczem, chociaż w 2005 roku w moim kraju zatwierdzona została ustawa, mająca chronić moje płuca.
Przeszłam bez szwanku przez ten „chrzest bojowy”, przez który przechodzą młodzi ludzie, siedząc w kręgu, by udowodnić, jacy są dorośli. Jednak 32% moich rodaków uzależnia się od tego młodzieńczego wybryku i teraz wydaje sporą część swoich środków własnych na kupno Criollos, Populares czy H. Upmann. Chodzi o jedną z najwyższych liczb w regionie, być może porównywalną z zawyżonym poziomem alkoholizmu, o którym się oficjalnie nie mówi. Chociaż połowa domów na tej Wyspie narażona jest na obecność dymu, w naszym domu znajdują się były palacz, nastolatek, który jak dotąd nie wydaje się być zainteresowany paleniem i służąca, która zanurzała paczki z papierosami w wodzie, by zniechęcić ojca do nałogu.
Ustawa chroniąca niepalących jest surowa i bardzo nowoczesna, ale w praktyce funkcjonowała zaledwie kilka tygodni. Nie znam nikogo, kto dostałby karę za naruszenie przepisów o zakazie palenia w miejscu publicznym czy w komunikacji miejskiej, a w pobliżu szkół podstawowych i średnich nadal sprzedaje się papierosy różnej marki. Mimo mojej abstynencji przed paroma miesiącami zdiagnozowano u mnie rozedmę płuc, a lekarz mrugnął do mnie okiem mówiąc: „Palisz, prawda?”. Kusiło mnie by kupić sobie tuzin najmocniejszych papierosów, długo się nimi zaciągnąć i wypuścić dym na zmoczony papier prawa, którego się nie respektuje i na tych, którzy sprawili, że te regulacje stały się bezwartościowe. Ale nie wiem, mam przeczucie, że gdybym to zrobiła, dostałabym jedną z tych niewielu grzywien, które rozdano w przeciągu ostatnich pięciu lat.
tłumaczenie: Karolina Popović
korekta: Anna Pawłowska
Da tu opinión »
|